[01 czerwiec 2006] ESEJ NA PEWNO CHOLERYCZNY O NIUNI...

Spieszyłam się na próbę.
Autobus 128.
Przystanek pod Dworcem Centralnym.
Po drodze parę dłuższych korków…
Jeszcze kilka przystanków i wysiadam koło Parku Saskiego…
Wszyscy wsiedli, autobus już prawie rusza… nagle… do autobusu wsiada… Niunia!...
- Czy dojadę do Moliera? - pyta Niunia, wkładając głowę w otwór, w którym zwykle mieszczą się tylko bilety komunikacji miejskiej z dopłatą (bo w autobusie), ewentualnie pieniądze za te bilety.
Albo reszta.
Po dłuższej chwili, czyli najprawdopodobniej odpowiedzi kierowcy, którego ani widać, ani słychać, Niunia pyta:
- A czym dojadę? -
Po dłuższej chwili Niunia pyta:
- A gdzie jedzie 126? -
Tego nikt chyba nie wie, chociaż coś mi świta, że taki autobus krążył kiedyś po Tarchominie…  
Ale po dłuższej chwili (czyli, że kierowca pewnie coś jej tam przez te dziurę tłumaczy), Niunia pyta z głową w dziurze:
- A tym nie dojadę? -
Po dłuższej chwili Niunia pyta dziurę:
- Do Placu Bankowego?... A na Moliera?...
Po dłuższej chwili Niunia mówi do dziury:
- A ile to przystanków? -
Po dłuższej chwili Niunia prosi dziurę:
- A powie mi pan kiedy? -
Dziura nie spełniła widać do końca oczekiwań Niuni, bo ta nie do końca przekonana, rzuca w kierunku dziury:
- Dziękuję panu -
po czym odchodzi od dziury, kierowca przyciska pedał gazu do dechy i już…już… ruszamy…
W tym momencie Niunia pyta w przestrzeń, wypełnioną pasażerami:
- Ach! A bilety to u kierowcy? -
I traktując żywe zainteresowanie w oczach pasażerów (ale z zupełnie innego powodu niżby się to Niuni  wydawało) jako serdeczne przytaknięcie, kieruje się do dziury, którą prosi o jeden bilet.
Kierowca zatrzymuje mający już…już… się rozpędzić autobus i słucha, co rzecze Niunia…
Po dłuższej chwili, pasażerowie dochodzą do wniosku, że kierowca, którego nie widzimy oraz Niunia, doszli oboje do jakiegoś konsensusu, bo do dziury wsuwa się ręka Niuni z pieniędzmi, a z dziury wysuwa się kawałek ręki z biletem…
Autobus rusza, ku radości pasażerów, spóźnionych już na jakąkolwiek godzinę…
Rozpoczyna się akt II: kasowanie biletu Niuni…
Niunia wkłada mały rożek biletu do kasownika, który wydaje kilka ostrzegawczych, zwyczajowych warknięć i alarmując czerwonym światłem, wyrzuca bilet Niuni.
Niunia udaje, że się boi…
Niunia kilkakrotnie powtarza próby kasowania z coraz to innym rożkiem, a raz nawet z dwoma rożkami biletu naraz, na co kasownik dostaje czerwonej czkawki, a w ręce Niuni leży pognieciony strzępek, w niczym nie przypominający biletu autobusowego, którym przed chwilą był…
Jeden z pasażerów wkłada strzępek biletu Niuni do kasownika, czyniąc wreszcie Niunię pełnoprawnym pasażerem autobusu numer 128.
Po czym Niunia siadając po prawej stronie, po środku, na podwójnym siedzeniu, przodem do innych pasażerów, przesuwa niewidzącym wzrokiem gwiazdy z lekkim półuśmiechem po twarzach obserwujących ją widzów. Czasem z lekka rzucając tu i ówdzie coś w rodzaju nieokreślonego porozumiewawczego uśmiechu…
- Czy ten autobus jedzie do Placu Bankowego? - pyta pasażera naprzeciwko.
- Nie wiem…
- A pan wie? - pyta następnego…
- Nie…
- A pan?... -
Starszy pan z torbą podróżną w grube pasy, odpowiada, że nie bardzo się orientuje, ale wskazuje Niuni spis przystanków, pod którym Niunia akurat siedzi, ale na który Niunia nawet nie spojrzy. Natomiast pan od tej pory zaczyna śledzić spis przystanków, które powinna przejechać Niunia.
W tym momencie jedna z pasażerek wydaje na Niunię wyrok orzekając:
- Ależ skąd!!! Ten autobus NIE JEDZIE przez Plac Bankowy!!! -
Ktoś się włącza do rozmowy, że chyba jednak jedzie, dyskusja coraz głośniejsza, co nie robi na Niuni żadnego wrażenia, dalej patrzy z lekkim półuśmiechem, niewidzącym wzrokiem gwiazdy w kierunku pana, który pokazał jej spis przystanków nad jej głową, a obecnie sam go pilnie studiuje, a reszta pasażerów się kłóci…
Niunia, po pełnym cyklu naświetlań w solarium, jest ślicznie ubrana, we wszystko białe, z dodatkami błyszczącymi na złoto, włos krótki, tleniony, jedynym zgrzytem jest Niuni zaawansowany wiek no i pewne niedopatrzenia w kilku miejscach ciała, w których Niuni to i owo jednak wypływa…
Niunia jest happy, natomiast pan boi się, że Niunia nie zdąży wysiąść na Placu Bankowym.
- Wysiądzie pani na czwartym przystanku, licząc ten, co będzie teraz …
- Dziękuję panu - mówi Niunia do pana, który patrzy na spis przystanków…
Stajemy koło Rotundy, ruszamy, w tym momencie Niunia pyta pana:
- Cztery przystanki, nie licząc tego, co teraz będzie? -
- Nie!... Teraz, proszę pani, to już trzy…
- Aha… - odpowiada Niunia…
Pan wysiada przy Świętokrzyskiej, ale zatroskany losem Niuni jeszcze krzyczy wysiadając:
- Jeszcze ma pani dwa przystanki!!!... -
Ja wysiadam przy Parku Saskim. Widzę, że Niunia wstaje i szuka, kogo by tu jeszcze dokładnie wypytać na okoliczność Placu Bankowego, ale najpewniejsza wydaje jej się dziura biletowa koło kierowcy…
Słyszę jeszcze wysiadając:
- Pokaże mi pan, kiedy wysiąść na Placu Bankowym?...
I w tym momencie zdaję sobie sprawę, dlaczego kierowca autobusu jest schowany przed pasażerami… nie tylko dlatego, żeby mu nikt nie zasłaniał pola widzenia i nie tylko, że trzyma bilety i kasę za nie…
Czasem dlatego, żeby mógł sobie powiedzieć swobodnie „k…. mać”, co ja sobie też po cichu uhm!... chciałam powiedzieć, wysiadając z autobusu i kierując się właśnie w kierunku ulicy Moliera…
A tam jest tylko mój teatr i mieszkania ludzi z teatru… czyżby do nas?...
Nieee, tam jest też trochę nowych knajpek, tak, tak, to na pewno tam jechała Niunia… na pewno…
Strona główna | Biografia | Aktualności | Galeria | Publikacje | Serendipity | Kontakt
Copyright by Joanna Cortes © 2008 :: Realizacja: CyberMedia